Rozdział 1
Interregnum
Jeszcze wczoraj kolorowe skalne grudki rzeźbione wartkim strumieniem,
pochylone w bezsilnym skłonie, bez słowa skargi przyjmowały napierające
bryzgi piany i piaskowego mułu. To one bezlitośnie chlastały po finezyjnych
odłamkach, zamieniając je w bezmyślne spłaszczone owale. Kamienne dźwięki
przestały wtórować szemrzącemu strumykowi, teraz on sprawował władzę i
decydował o losie.
Może to kaprys, albo słoneczna filantropia, lecz dzisiejszego dnia, na
skalnym szlaku nie pojawił się górski potoczek. Czyżby zagubił się w
plątaninie wyżłobionych ścieżek? Być może jutro odzyska pamięć i powróci,
ale teraz milczące kamienie były wolne. Wychłodzone i jeszcze w kroplowych
szatach kolorowej tęczy, łapczywie wchłaniały słoneczny żar, jakże skuteczny
do obrony przeciw glonowym koloniom.
Młody mężczyzna zbliżył dłoń do czerwonawo brunatnej bryłki, próbując
paznokciem zeskrobać obślizgły nalot, zasłaniający prawdziwe piękno
karbunkułu.
- Ależ to jest rzadko spotykana odmiana granatu! - Wykrzyknął
zafascynowany krwistoczerwonymi odblaskami, jakie pojawiły się na
powierzchni kryształu. Ustawiając bryłkę pod różnymi kątami względem
promieni słonecznych, zauważył dziwną grę świateł na dłoni. W tej samej
chwili odczuł, że traci władzę nad swoim ciałem. Jakaś niepojęta siła
przemieściła go w przestrzeni. Stał za kępą krzaków, w pobliżu leśnej
polany, gdzie przy ognisku, dwóch mężczyzn prowadziło burzliwą dyskusję.
Jeden z nich, mocno zdenerwowany wymachiwał pięściami, jakby komuś groził,
drugi chyba uspakajał go. Aleksander był za daleko by słyszeć wypowiadane
zdania, niestety wygląd mężczyzn nie zachęcał do zbliżenia. To nie byli
przyjaźni ludzie, nawet z tej odległości dało się zauważyć, że są uzbrojeni
po zęby. Dysponowali bronią palną, ale też nie gardzili sieczną, miecze i
noże mieli w zasięgu ręki. W takim przebraniu, bez zwrócenia na siebie
uwagi, mogli poruszać się tylko po dzikich lasach. Lecz czego tu szukali?
Hukanie leśnego puszczyka zakłóciło beztroskie zachowanie obu mężczyzn,
przerwali rozmowę i zaczęli rozglądać się dookoła. Aleksander powoli cofnął
nogę do tyłu, a po kilku krokach odwrócił się i zaczął biec. Chyba wybrał
właściwy moment, bo udało mu się pozostać niezauważonym. Emocje i bieg
przyspieszyły bicie serca, zatrzymał się aby odpocząć. Otoczenie w którym
się znajdował, zupełnie nie pasowało do zajść, jakie przed chwilą miały
miejsce. Nie było żadnego lasu. Aleksander podpierając plecy o występ
skalny, siedział na wznoszącej się w górę wąskiej ścieżce. Pamiętał że szedł
tędy, aby dojść do jaskini. Jej korytarze łączyły ze sobą dwie góry, dopiero
za nimi były połacie lasów i wielkie zamczysko podskarbiego koronnego,
którego zamierzał odwiedzić.
Słońce nadal ostro świeciło, a rozgrzane kamienie buchały żarem tak
silnym, że przypadkowe dotknięcie mogło pozostawić pamiątkę w postaci
bolesnego pęcherza na skórze.
- Chyba zmógł mnie ten upał! Drzemka i widziadła! - Roześmiał się i
bardzo poweselał kiedy otworzył zaciśniętą pięść, czerwony kamień w jego
ręku nie był snem.
- To chyba dobry znak!? - Potrzebował wiary że los również jemu może
sprzyjać, a znaleziony kryształ sprawdzi się jako talizman. Misja której się
podjął nie należała do bezpiecznych, potrzebował dużo szczęścia, bo
waleczność i taktyka nie zawsze prowadzą do sukcesu.
Od dawien dawna, wśród ludzi światłych, utrzymywała się opinia o
magicznej mocy granatu. Medycy uważali, że powstrzymuje krwawienie z ran,
ludzi nerwowych chroni przed apopleksją, a wojownicy osadzając kryształ w
swoim sygnecie, sprzączce, czy też w rękojeści miecza, czujnie obserwowali
czy świeci jasnym blaskiem, bo gdyby go utracił, byłaby to zapowiedź
bliskiego nieszczęścia. Znaleziony kryształ pieczołowicie zawinięty w
chusteczkę, znalazł się w skórzanej sakiewce, a ta w głębokiej kieszeni,
zabezpieczona grubą srebrną agrafą.
- Czas wznowić przerwaną podróż.- Westchnął ciężko. Kręta dróżka
skończyła się, wielka jama w skale - to wejście do groty. Przejście przez
nią nie powinno mu zająć więcej niż pół godziny, chyba żeby miał pecha i
pomylił kierunki. Wyciągnął z torby smolne łuczywo i bez problemu wzniecił
ogień, korzystając z soczewki i promieni słonecznych. Byłoby dużo trudniej
gdyby padał deszcz, ale i na tę ewentualność był dobrze przygotowany.
Wysuszona hubka i zapalniczka z krzesiwem skałkowym rzadko zawodziły, ten
znakomity pomysł wykorzystywano nawet w produkcji broni palnej, przecież zła
pogoda nie powinna decydować o losach wojen.
Podróż w którą się udał, na razie przebiegała zgodnie z planem, bez
żadnych niespodzianek, górską trasę wybrał dla zmylenia szpiegów. W
dzisiejszych czasach, niemal w każdej okolicy pojawiali łowcy przygód i
wysokich nagród, a konfliktów rodowych i religijnych nigdy nie brakowało.
Śledzono wrogów, sąsiadów i wszystko co się ruszało. Poza tym, żaden trakt,
ani gościniec nigdy nikomu nie gwarantowały bezpieczeństwa. Wszelkie podróże
odbywano z uzbrojoną eskortą, ale wtedy nie utrzymała się żadna tajemnica.
Jedynie wędrowni kupcy dobrze sobie radzili w tym dziwnym okresie
niepokojów, domowych wojenek, ale nad nimi czuwały kupieckie klany i chociaż
było ich wiele i różnych narodowości, to wspólnota interesów zapewniała
zgodę.
Wchodząc do skalnej groty, Aleksander przezornie pozapinał haftkami
rozpięte poły żupana. Chłód tylko początkowo był przyjemny, słońcem
rozgrzane ciało szybko zareagowało dreszczami na nowe warunki, temperaturę
rzędu plus pięć stopni Celsjusza, trudno polubić w cienkiej koszuli. Chwilę
zastanawiał się nad wyciągnięciem kontusza, bowiem atłasowa szata kiepsko
chroniła ciało przed wyziębieniem. Jednak zrezygnował z pomysłu.
- Szybki marsz powinien mnie lepiej dogrzać! - Jaskinię znał z
opowiadań zaprzyjaźnionego górala podróżnika i poszukiwacza skarbów.
Niektóre jego opowieści nie były dla ludzi o słabych nerwach, ale tu skalne
korytarze, na szczęście nie były nawiedzane przez duchy, a zagrożeniem mogli
być tylko żywi ludzie, albo brunatny niedźwiedź, który gorącym latem szukał
chłodnych miejsc. Najważniejsze, aby nie dać się zaskoczyć, a resztę załatwi
noszony u boku miecz i rycerska sprawność. W takich chwilach, kontusz mógłby
tylko zawadzać.
W miarę zbliżania się do zamku, Aleksander coraz bardziej denerwował
się. Napięcie rosło, gdyż sprawa była wyjątkowo poważna, na szachownicy
zdarzeń, wieża współpracowała z laufrem i razem chcieli zagrozić
najmocniejszej figurze, nie licząc się z reakcją potężnego protektora. W
ostatnich latach, przez kraj przelewały się fale innowierców, otrzymywali
prawa i przywileje na równi z tymi, którzy w karcie dziejów mieli zapisane
wielkie zasługi dla ojczyzny. Nikt nie wątpił, kto ich tu przysyłał.
Marionetkowy król ujarzmiony przez władczynię ościennego mocarstwa,
bałamucił naród, nic nie znaczącymi traktatami przyjaźni. Gwarantem
prawomyślności były obce wojska, panoszyły się za przyzwoleniem monarchy,
który zapomniał o bezpieczeństwie granic własnego terytorium.
- Interregnum i grabież! - Wysyczał przez zęby, chcąc zagłuszyć myśli.
Po chwili zapanował nad sobą, miał świadomość że te okolice nie sprzyjają
zamyślonym. Właśnie opuszczał jaskinię i chociaż od zamku dzielił go lasek,
to już z tego miejsca wyczuwało się smród pobliskiej fosy. Za ścianą drzew
zajaśniało wzgórze z bardzo wysokim kamiennym murem i górującą nad
zabudowaniami potężną wieżą. Szwedzki potop pozostawił tu wiele zniszczeń,
ale ocalałe resztki fortyfikacji świadczyły, że kiedyś to zamczysko było
warownią trudną do zdobycia.
Forteca przez długi okres czasu pozostawała niezamieszkała,
towarzyszyły jej złe legendy o mściwych duchach. W czasie przebudowy
odkrywano tajemne lochy połączone jaskiniami, a znaleziska ludzkich kości
nie należały do rzadkości. Ludzie szeptali o jakimś dzwonie, którego dźwięki
wydobywały się z jaskini, a tych nie brakowało we wnętrzu Zegarowej Góry.
Twierdza straszyła tak skutecznie, że nawet zakonnicy odmówili przyjęcia jej
na swoją siedzibę.
Dzisiaj zamek przebudowywano na pałac, otaczając go kilkuhektarowym
parkiem, obecny właściciel, wielki podskarbi koronny kontynuował te trudne
prace, ale i jego kieszeń nie radziła sobie z ciężarem wydatków. Czasy były
ciężkie, a powodów do niezadowolenia codziennie przybywało.
Nie była to stała rezydencja wielce przedsiębiorczego szlachcica, ale
dwór na odludziu świetnie nadawał się do spotkań, szczególnie takich jak
to, na które spieszył młody hrabia.
Bez wylewnych powitań wielki koronny wprowadził pięciu mężczyzn do
dawnej rycerskiej sali. Obrady rozpoczął słowami:
- Mości panowie, zbliża się koniec Rzeczpospolitej! Ukraina poddała
się, legła we krwi. Spalone dwory, mordy i gwałty w Humaniu zaowocowały.
Wzniecony bunt chłopów i rozdawane przez popów święte noże carycy, złamały
opór katolików, lachów. Większość konfederatów podpisała akt lojalności
wobec króla, poniżający dokument w którym muszą przepraszać rosyjskiego
zaborcę, za to, że się przed nim bronili!
Chyba każdy wie jaką nam zgotują przyszłość, jeśli będziemy czekać z
rękoma do tyłu założonymi!? -Podniesionym głosem wylewał z siebie całą żółć,
która od dłuższego czasu
...
więcej »
Użytkownik "irena"
Rozdział 1
Interregnum
W każdym razie jest tak, iż na początku pomyślałem, że może zahaczyłaś o
jakąś nową
gierkę i że Sapkowski powinien zacząć się obawiac konkurencji, ale zaraz
potem to już pewność mnie naszła, że od teraz trylogia będzie zwana
czteroksiegiem;).
Nie marnowałaś czasu jak widzę, bo czyta się Ciebie gładziej niż onegdaj.
Mam tylko jedna uwagę natury technicznej- zamień swoim bohaterom miecze na
szable, bo to się bardzo gryzie z okresem historycznym, w którym akcję
umiejscowiłaś.
Ukłony
P.Lep's
Les Pe zauważył:
W końcu wróciłaś ze swoją prozą nie bacząc na "dość podłe, plebejskie
sąsiedztwo..."
Mam tylko jedną uwagę natury technicznej- zamień swoim bohaterom miecze na
szable bo to się bardzo gryzie z okresem historycznym, w którym akcję
umiejscowiłaś.
Irena
Użytkownik "irena"
Ani nie odeszłam, ani nie wróciłam i niewiele rozumiem z wyżej
przytoczonych określeń.
Kiedy powstaje pomysł na powieść, to chyba normalne, że piszący chce
zorientować się, jak czytający reagują.
Dzięki za uwagi.
Rozdział 1
Interregnum
Jeszcze wczoraj kolorowe skalne grudki rzeźbione wartkim strumieniem,
pochylone w bezsilnym skłonie, bez słowa skargi przyjmowały napierające
bryzgi piany i piaskowego mułu. To one bezlitośnie chlastały po finezyjnych
odłamkach, zamieniając je w bezmyślne spłaszczone owale. Kamienne dźwięki
przestały wtórować szemrzącemu strumykowi, teraz on sprawował władzę i
decydował o losie.
Może to kaprys, albo słoneczna filantropia, lecz dzisiejszego dnia, na
skalnym szlaku nie pojawił się górski potoczek. Czyżby zagubił się w
plątaninie wyżłobionych ścieżek? Być może jutro odzyska pamięć i powróci,
ale teraz milczące kamienie były wolne. Wychłodzone i jeszcze w kroplowych
szatach kolorowej tęczy, łapczywie wchłaniały słoneczny żar, jakże skuteczny
do obrony przeciw glonowym koloniom.
Młody mężczyzna zbliżył dłoń do czerwonawo brunatnej bryłki, próbując
paznokciem zeskrobać obślizgły nalot, zasłaniający prawdziwe piękno
karbunkułu.
- Ależ to jest rzadko spotykana odmiana granatu! - Wykrzyknął
zafascynowany krwistoczerwonymi odblaskami, jakie pojawiły się na
powierzchni kryształu. Ustawiając bryłkę pod różnymi kątami względem
promieni słonecznych, zauważył dziwną grę świateł na dłoni. W tej samej
chwili odczuł, że traci władzę nad swoim ciałem. Jakaś niepojęta siła
przemieściła go w przestrzeni. Stał za kępą krzaków, w pobliżu leśnej
polany, gdzie przy ognisku, dwóch mężczyzn prowadziło burzliwą dyskusję.
Jeden z nich, mocno zdenerwowany wymachiwał pięściami, jakby komuś groził,
drugi chyba uspakajał go. Aleksander był za daleko by słyszeć wypowiadane
zdania, niestety wygląd mężczyzn nie zachęcał do zbliżenia. To nie byli
przyjaźni ludzie, nawet z tej odległości dało się zauważyć, że są uzbrojeni
po zęby. Dysponowali bronią palną, ale też nie gardzili sieczną, miecze i
noże mieli w zasięgu ręki. W takim przebraniu, bez zwrócenia na siebie
uwagi, mogli poruszać się tylko po dzikich lasach. Lecz czego tu szukali?
Hukanie leśnego puszczyka zakłóciło beztroskie zachowanie obu mężczyzn
przerwali rozmowę i zaczęli rozglądać się dookoła. Aleksander powoli cofnął
nogę do tyłu
, a po kilku krokach odwrócił się i zaczął biec. Chyba wybrał
właściwy moment, bo udało mu się pozostać niezauważonym. Emocje i bieg
przyspieszyły bicie serca, zatrzymał się aby odpocząć. Otoczenie w którym
się znajdował, zupełnie nie pasowało do zajść, jakie przed chwilą miały
miejsce. Nie było żadnego lasu.
Aleksander podpierając plecy o występ
skalny, siedział na wznoszącej się w górę wąskiej ścieżce. Pamiętał że szedł
tędy, aby dojść do jaskini. Jej korytarze łączyły ze sobą dwie góry, dopiero
za nimi były połacie lasów i wielkie zamczysko podskarbiego koronnego,
którego zamierzał odwiedzić.
Słońce nadal ostro świeciło, a rozgrzane kamienie buchały żarem tak
silnym, że przypadkowe dotknięcie mogło pozostawić pamiątkę w postaci
bolesnego pęcherza na skórze.
- Chyba zmógł mnie ten upał! Drzemka i widziadła! - Roześmiał się i
bardzo poweselał kiedy otworzył zaciśniętą pięść, czerwony kamień w jego
ręku nie był snem.
- To chyba dobry znak!? - Potrzebował wiary że los również jemu może
sprzyjać, a znaleziony kryształ sprawdzi się jako talizman. Misja której się
podjął nie należała do bezpiecznych, potrzebował dużo szczęścia, bo
waleczność i taktyka nie zawsze prowadzą do sukcesu.
Od dawien dawna, wśród ludzi światłych, utrzymywała się opinia o
magicznej mocy granatu. Medycy uważali, że powstrzymuje krwawienie z ran,
ludzi nerwowych chroni przed apopleksją, a wojownicy osadzając kryształ w
swoim sygnecie, sprzączce, czy też w rękojeści miecza, czujnie obserwowali
czy świeci jasnym blaskiem, bo gdyby go utracił, byłaby to zapowiedź
bliskiego nieszczęścia. Znaleziony kryształ pieczołowicie zawinięty w
chusteczkę, znalazł się w skórzanej sakiewce, a ta w głębokiej kieszeni,
zabezpieczona grubą srebrną agrafą.
- Czas wznowić przerwaną podróż.- Westchnął ciężko. Kręta dróżka
skończyła się, wielka jama w skale - to wejście do groty. Przejście przez
nią nie powinno mu zająć więcej niż pół godziny, chyba żeby miał pecha i
pomylił kierunki. Wyciągnął z torby smolne łuczywo i bez problemu wzniecił
ogień, korzystając z soczewki i promieni słonecznych. Byłoby dużo trudniej
gdyby padał deszcz, ale i na tę ewentualność był dobrze przygotowany.
Wysuszona hubka i zapalniczka z krzesiwem skałkowym rzadko zawodziły, ten
znakomity pomysł wykorzystywano nawet w produkcji broni palnej,
przecież zła
pogoda nie powinna decydować o losach wojen.
Podróż w którą się udał, na razie przebiegała zgodnie z planem, bez
żadnych niespodzianek, górską trasę wybrał dla zmylenia szpiegów. W
dzisiejszych czasach, niemal w każdej okolicy pojawiali łowcy przygód i
wysokich nagród, a konfliktów rodowych i religijnych nigdy nie brakowało.
Śledzono wrogów, sąsiadów i wszystko co się ruszało. Poza tym, żaden trakt,
ani gościniec nigdy nikomu nie gwarantowały bezpieczeństwa. Wszelkie podróże
odbywano z uzbrojoną eskortą, ale wtedy nie utrzymała się żadna tajemnica.
Jedynie wędrowni kupcy dobrze sobie radzili w tym dziwnym okresie
niepokojów, domowych wojenek, ale nad nimi czuwały kupieckie klany i chociaż
było ich wiele i różnych narodowości, to wspólnota interesów zapewniała
zgodę.
Wchodząc do skalnej groty, Aleksander przezornie pozapinał haftkami
rozpięte poły żupana. Chłód tylko początkowo był przyjemny, słońcem
rozgrzane ciało szybko zareagowało dreszczami na nowe warunki, temperaturę
rzędu plus pięć stopni Celsjusza, trudno polubić w cienkiej koszuli. Chwilę
zastanawiał się nad wyciągnięciem kontusza, bowiem atłasowa szata kiepsko
chroniła ciało przed wyziębieniem. Jednak zrezygnował z pomysłu.
- Szybki marsz powinien mnie lepiej dogrzać! - Jaskinię znał z
opowiadań zaprzyjaźnionego górala podróżnika i poszukiwacza skarbów.
Niektóre jego opowieści nie były dla ludzi o słabych nerwach, ale tu skalne
korytarze, na szczęście nie były nawiedzane przez duchy, a zagrożeniem mogli
być tylko żywi ludzie, albo brunatny niedźwiedź, który gorącym latem szukał
chłodnych miejsc. Najważniejsze, aby nie dać się zaskoczyć, a resztę załatwi
noszony u boku miecz i rycerska sprawność. W takich chwilach, kontusz mógłby
tylko zawadzać.
W miarę zbliżania się do zamku, Aleksander coraz bardziej denerwował
się. Napięcie rosło, gdyż sprawa była wyjątkowo poważna, na szachownicy
zdarzeń, wieża współpracowała z laufrem i razem chcieli zagrozić
najmocniejszej figurze, nie licząc się z reakcją potężnego protektora. W
ostatnich latach, przez kraj przelewały się fale innowierców, otrzymywali
prawa i przywileje na równi z tymi, którzy w karcie dziejów mieli zapisane
wielkie zasługi dla ojczyzny. Nikt nie wątpił, kto ich tu przysyłał.
Marionetkowy król ujarzmiony przez władczynię ościennego mocarstwa,
bałamucił naród, nic nie znaczącymi traktatami przyjaźni. Gwarantem
prawomyślności były obce wojska, panoszyły się za przyzwoleniem monarchy,
który zapomniał o bezpieczeństwie granic własnego terytorium.
- Interregnum i grabież! - Wysyczał przez zęby, chcąc zagłuszyć myśli.
Po chwili zapanował nad sobą, miał świadomość że te okolice nie sprzyjają
zamyślonym. Właśnie opuszczał jaskinię i chociaż od zamku dzielił go lasek,
to już z tego miejsca wyczuwało się smród pobliskiej fosy. Za ścianą drzew
zajaśniało wzgórze z bardzo wysokim kamiennym murem i górującą nad
zabudowaniami potężną wieżą. Szwedzki potop pozostawił tu wiele zniszczeń,
ale ocalałe resztki fortyfikacji świadczyły, że kiedyś to zamczysko było
warownią trudną do zdobycia.
Forteca przez długi okres czasu pozostawała niezamieszkała,
towarzyszyły jej złe legendy o mściwych duchach. W czasie przebudowy
odkrywano tajemne lochy połączone jaskiniami, a znaleziska ludzkich kości
nie należały do rzadkości. Ludzie szeptali o jakimś dzwonie, którego dźwięki
wydobywały się z jaskini, a tych nie brakowało we wnętrzu Zegarowej Góry.
Twierdza straszyła tak skutecznie, że nawet zakonnicy odmówili przyjęcia jej
na swoją siedzibę.
Dzisiaj zamek przebudowywano na pałac, otaczając go kilkuhektarowym
parkiem, obecny właściciel, wielki podskarbi koronny kontynuował te trudne
prace, ale i jego kieszeń nie radziła sobie z ciężarem wydatków. Czasy były
ciężkie, a powodów do niezadowolenia codziennie przybywało.
Nie była to stała rezydencja wielce przedsiębiorczego szlachcica, ale
dwór na odludziu świetnie nadawał się do spotkań, szczególnie
więcej »
lepiej czyta mi się Twoje opisy niż dialogi, ale nie ukrywam, że nie jest
to
Śliczne dzięki za uwagi.
A co do obrony...
"Beztroskie? Przed chwilą - czytając- widziałam dwóch mężczyzn
zachowujących się dalece inaczej:)
Wracając do tematyki, to wybór u mnie " na pstrym koniu jeździ", tyle że jak
już coś zacznę, to chciałabym zamknąć w większej objętości tekstu.
Z dialogami jest trudniej, zawsze poprawiam kiedy mam już całość
opowiadania. W trakcie pisania wkłada się za dużo emocji, a to uniemożliwia
wsłuchiwanie się w wypowiedzi bohaterów.
pozdrawiam Irena -:)
Wracając do tematyki, to wybór u mnie " na pstrym koniu jeździ"
, tyle że jak już coś zacznę, to chciałabym zamknąć w większej objętości
tekstu.
Z dialogami jest trudniej, zawsze poprawiam kiedy mam już całość
opowiadania. W trakcie pisania wkłada się za dużo emocji,
a to uniemożliwia wsłuchiwanie się w wypowiedzi bohaterów.
pozdrawiam Irena -:)
aqua
Rozdział 1
Interregnum
Jeszcze wczoraj kolorowe skalne grudki rzeźbione wartkim strumieniem,
pochylone w bezsilnym skłonie, bez słowa skargi przyjmowały napierające
bryzgi piany i piaskowego mułu. To one bezlitośnie chlastały po
finezyjnych odłamkach, zamieniając je w bezmyślne spłaszczone owale.
Kamienne dźwięki przestały wtórować szemrzącemu strumykowi, teraz on
sprawował władzę i decydował o losie.
Wchodząc do skalnej groty, Aleksander przezornie pozapinał haftkami
rozpięte poły żupana. Chłód tylko początkowo był przyjemny, słońcem
rozgrzane ciało szybko zareagowało dreszczami na nowe warunki, temperaturę
rzędu plus pięć stopni Celsjusza,
<...
W miarę zbliżania się do zamku, Aleksander coraz bardziej denerwował
się. Napięcie rosło, gdyż sprawa była wyjątkowo poważna, na szachownicy
zdarzeń, wieża współpracowała z laufrem i razem chcieli zagrozić
Poza tym nieźle się czyta, chociaż w paru miejscach nie nadążyłem za zmianą
miejsca akcji. Może dlatego, że czytałem po północy.
pozdrawiam
Andrzej W.
PS. W najbliższej przyszłości może uda mi się wrzucić swój tekst. Mam
nadzieję na szereg konstruktywnych sugestii.
Fakt Celsiusz zaproponował swoją skalę w około roku 1742, ale nie od razu
wyglądała ona tak jak obecnie, poza tym, czy polska szlachta tak szybko
wchłaniała nowości nauki?
laufer to nazwa z niemieckiego. po "polskiemu" goniec i tak zazwyczaj
"Goniec plus gonitwa i szachowe rozgrywki"- dokładnie taką myśl chciałam
przekazać.
To był okres bezrozumnej gonitwy za władzą: kościół chciał być jedyną
potęgą, szlachcic strzegł "złotej wolności", możnowładcy chcieli rządzić i
bogacić się. Wszyscy podżegali do buntu przeciw wszystkiemu i wszystkim
(reformowano - odwoływano uchwalone reformy, wybierano króla - obalano jego
rządy, intrygi i ciągłe waśnie rodzinne). W tych walkach liczyło się
zwycięstwo, zdrada ojczyzny była zjawiskiem powszechnym. Wysyłano posłańców
do krajów ościennych, sprowadzano obce wojska, kupczono polską ziemią
itp.itd.
Oczywiście to dopiero w następnych rozdziałach -:)
PS. W najbliższej przyszłości może uda mi się wrzucić swój tekst. Mam
Zapraszam - spróbuję odnieść się do tekstu.
Irena